22 listopada był dniem otwartym dla miłośników fotografii w Stoczni Gdańskiej. Bez zbytniego przekonania udałem się w odpowiednie miejsce w towarzystwie niestrudzonego Pomidora. Naszym oczom ukazał się piękny widok - fotograficzny odpowiednik promocji w hipermarkecie. Tłum fotografujących (ok. pół tysiąca osób) szturmował najbardziej znaną bramę w tej części europy. Pomimo miotających mną sprzecznych uczuć wypełniłem odpowiedni dokument, informujący mnie o wejściu na teren Stoczni Gdańskiej na własną odpowiedzialność. Myślę sobie … aha, będzie się działo ! Pot, krew, smar, iskry i cięcie stali. To lubię …
Weszliśmy niepewnie na niebezpieczny teren. Ilość fotografujących mogła być przeszkodą, ale od czego jest stempelek w Photoshopie wymazujący magicznie intruzów z fotki.
Udostępniona strefa okazała się częścią obszaru stoczniowego, bez pracowników, potu, krwi, smaru, iskier i cięcia stali. Upadła architektura. Nuuuuuuuda.
Na szczęście znaleźli się bardziej i mniej znajomi z forum Canona. Jedyny ratunek dla moich chęci i zawiedzionych oczekiwań. Światełko w tunelu. Spontanicznie zostało zaimprowizowane terenowe studio fotograficzne i dokonano wyboru modeli (a właściwie wybór dokonał się sam). Wypad uratowany.
click to see full series / kliknij, aby zobaczyć w pełną serię
Więcej tu: CanonBoard

click to see full series / kliknij, aby zobaczyć w pełną serię